wtorek, 27 listopada 2012

Likwidujmy bariery w rozwoju mediacji!


Określając rozwój mediacji w Polsce zdecydowanie nie użylibyśmy określenia „dynamiczny”. Proces ten napotyka wiele barier rozmaitego rodzaju, o których była mowa w Salonie mediatora – cz.2. Uczestnicy Salonu nie ograniczyli się jednak do oceny obecnego stanu rzeczy, ale wypracowali możliwe rozwiązania mogące wpłynąć na poprawę sytuacji. Na wstępie pozwolę sobie podzielić proponowane działania na 5 sfer: edukacji, informacji, promocji, dobrych praktyk oraz legislacji.

Edukacja. Działania edukacyjne należy skierować do dwóch różnych grup odbiorców. Podstawową grupą docelową jest młode pokolenie i to już na etapie edukacji szkolnej. Działaniem doraźnym jest organizowanie lekcji (np. w ramach „godzin wychowawczych”) dotyczących dobrej komunikacji, prowadzenia negocjacji i mediacji. Zainteresowani ciekawą prezentacją tematu nauczyciele i uczniowie mogliby doskonalić swoje umiejętności w programach „mediacji rówieśniczej”, czy „negocjacyjnych” kółkach zainteresowań. Działaniem docelowym byłoby wprowadzenie do szkół przez Ministerstwo Edukacji całościowego programu nauczania poświęconego tym zagadnieniom.

Drugą grupą docelową są podmioty mające wpływ na przystępowanie stron do mediacji. Mowa tu głównie o środowiskach prawniczych – sędziach, prokuratorach i pełnomocnikach stron. W tym zakresie warto prowadzić szkolenia tematyczne (np. organizowane przez samorządy zawodowe). Stopień świadomości tej grupy systematycznie się zwiększa, ale nie można ustawać w wysiłkach, gdyż niewielka wciąż ilość mediacji wskazuje, że wciąż jest wiele do zrobienia.

Informacja o mediacji, jej zasadach i zaletach powinna być łatwo dostępna dla społeczeństwa. W tym celu warto załączać przystępną ulotkę o mediacji do pierwszej korespondencji wychodzącej z sądu (np. przy wysyłaniu odpisu pozwu). Kolejnym pomysłem jest stworzenie stałych punktów informacyjnych przy każdym sądzie, w których w ustalonych dniach dyżury pełniliby mediatorzy (jako rozwinięcie działalności już istniejących punktów) i na bieżąco udzielali wyjaśnień w powyższym zakresie.

Promocja. Należy aktywnie wspierać rozwój mediacji w mediach. Dlatego też akcja Ministerstwa Sprawiedliwości „Masz prawo do mediacji” powinna być kontynuowana i rozwijana. Warto zainteresować odpowiednie podmioty wprowadzeniem dobrych wzorców mediacyjnych w serialach telewizyjnych, które pełnią przecież swoistą rolę edukacyjną. Do rozważenia jest idea promowania „pro-mediacyjnych” przedsiębiorców. Takich, którzy poprzez zapisy umowne i praktykę udowadniają, że jest to słuszna droga. Działania w tym kierunku mogłyby obejmować konkursy, gale itp.

Dobra praktyka, czyli małe ale bezcenne kroki, które uczynią mediację bliższą i łatwiejszą do zrozumienia. Pierwszą idea to zastąpienie w powszechnym obrocie słowa „ugoda” słowem „porozumienie”. To pierwsze kojarzy się z definicją z art. 917 k.c. i ma raczej negatywne konotacje, podczas gdy drugie niesie ze sobą ładunek pozytywnych emocji i nie zakładamy automatycznie, że będziemy musieli z czegoś rezygnować.

W ramach gdańskiej dobrej praktyki „Salon mediatora” pragnie otworzyć się jeszcze szerzej i zaprosić do wspólnych spotkań także samorządy, banki, ubezpieczycieli itp. Dzięki temu formuła będzie naprawdę szeroko otwarta, a potencjalni beneficjenci mediacji będą mogli skonfrontować swoje wątpliwości i obawy ze środowiskiem prawno-mediacyjnym.

Legislacja. W tym zakresie uzasadnione wydają się głosy o potrzebie opracowania i uchwalenia osobnej ustawy „mediacyjnej”. Dzięki temu nie tylko ujednolicone zostałyby przepisy (np. regulujące wymagania dla mediatorów), ale też wzrósłby prestiż samej instytucji. Wielką zachętą dla korzystania z mediacji byłaby możliwość odliczenia kosztów mediacji od podatku lub ponoszenie części kosztów (w określonych przypadkach) przez Skarb Państwa.

Powyższe pomysły z całą pewnością nie wyczerpują puli sposobów jakie mogłyby przyczynić się do likwidacji barier w rozwoju mediacji. Zapraszam do dodawania własnych koncepcji w komentarzach!


cc photo by TheManfromUtah via flickr

Spodobał Ci się ten post?
Skomentuj go lub podziel się nim.

O autorze:  Michał Ryszard Wysocki - stały mediator sądowy, asesor notarialny.



Jeśli podoba Ci się zawartość tego bloga, polub stronę Prawnik w mediacji na facebook'u - będziesz mieć na bieżąco dostęp do ciekawych treści nt. roli prawnika w mediacji.

czwartek, 22 listopada 2012

Jakie bariery stoją na drodze rozwoju mediacji w Polsce? Salon mediatora - cz. 2


Dnia 19 listopada miał miejsce kolejny „Salon mediatora”. Informacja o inicjatywie i sprawozdanie z pierwszego spotkania zostało przedstawione tu: Salon mediatora – cz.1. Frekwencja ponownie dopisała i choć grono uczestników uległo nieznacznym zmianom osobowym, to pojawiło się nieco więcej osób niż poprzednio.

Drugie spotkanie salonu zainaugurował radca prawny Piotr Kubik - Prezes Ośrodka Mediacyjnego przy Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Gdańsku prelekcją pod tytułem: „Dlaczego trudno nakłonić strony do mediacji?” Wystąpienie oparte zostało o wyniki ankiety, którą mecenasowi udało się przeprowadzić z 20-stoma adwokatami i radcami prawnymi. Jak się okazało 50% respondentów miała styczność z mediacją w sprawach cywilnych lub gospodarczych (jako pełnomocnik albo mediator), z czego w 50% była to mediacja umowna, a w 50% ze skierowania sądu. Większość z nich w mediacji uczestniczyło raz, a rekord to uczestnictwo w 5 mediacjach przez jednego pełnomocnika. Ankietowani, którzy częściej uczestniczyli w mediacji wskazywali, że z reguły w około 50% spraw zawierana była ugoda. Odpowiedzi na pozostałe pytania przedstawiały się następująco:
- „Czy proponowałaś/eś mediację swoim klientom?” 50% TAK, a 50% NIE,
- „Czy odradzałaś/eś mediację swoim klientom?” 30% TAK, a 70% NIE,
- „Czy klient odmówił prowadzenia mediacji?” 40% TAK, a 60% NIE.

Na podstawie ankiety, rozmów z pełnomocnikami i własnych doświadczeń mecenas Piotr Kubik stwierdził, że bariery w rozwoju mediacji można podzielić na obiektywne i subiektywne. Najważniejsza bariera obiektywna to ciągły brak wiedzy o mediacji. Barier subiektywnych jest zdecydowanie więcej, a główne to kwestie mentalności klientów, takie jak:
a) bezgraniczne przekonanie o własnej racji i nieomylności, które czynią jakiekolwiek rozmowy z druga stroną z „założenia bezprzedmiotowe”,
b) niechęć do uczestniczenia w sytuacji „bycia poddanym presji w celu zmiany swojego stanowiska”,
c) niechęć do podejmowania decyzji i brania za nie odpowiedzialności.

W czarnym scenariuszu możemy spotkać klienta, który nie dopuszcza możliwości dyskutowania na temat oczywistości posiadania przez niego racji, na mediację patrzy jak na rodzaj sprzedaży akwizycyjnej, w której może zostać wmanipulowany w utratę czegoś bez udziału swojej woli, więc przerzuca odpowiedzialność na sąd, który przecież musi wydać korzystne dla niego orzeczenie. Jak widać, klienci często mają zgoła fałszywe przekonania nie tylko o mediacji, ale wielu aspektach otaczającej ich rzeczywistości. Dotyczy to też pełnomocników, którzy czasem demonizują rzekome zagrożenia, a nie dostrzegają korzyści płynących ze stosowania mediacji (co tłumaczy odpowiedzi dotyczące odradzania mediacji).

W toku dyskusji dodano kolejne bariery, dostrzegane przez uczestników Salonu takie jak: nieczytelne dla stron kwestie finansowania mediacji; rozdrobnienie przepisów prawnych regulujących mediację i skutkujący mniejszą estymą środowisk prawniczych; postrzeganie przez prawników mediacji jako zagrożenia dla ich interesów; programowe unikanie mediacji przez podmioty gospodarujące środkami publicznymi, banki i ubezpieczycieli.

Pracując w grupach uczestnicy wypracowali propozycje rozwiązań poprawiających obecny stan rzeczy, które przedstawię w kolejnym poście „Likwidujmy bariery w rozwoju mediacji!”.

A jakie WY – prawnicy i nie-prawnicy, czytelnicy tego bloga, dostrzegacie bariery stojące na drodze rozwoju mediacji w Polsce? Zapraszam do zamieszczania własnych spostrzeżeń w komentarzach!

Serdecznie zapraszam na kolejne spotkania – wstęp jest otwarty dla wszystkich zainteresowanych. Kolejny „Salon mediatora” już 17 stycznia 2013 roku. Oto relacja z kolejnego, trzeciego już Salonu.



cc photo by TheManfromUtah via flickr

Spodobał Ci się ten post?
Skomentuj go lub podziel się nim.

O autorze:  Michał Ryszard Wysocki - stały mediator sądowy, asesor notarialny.



Jeśli podoba Ci się zawartość tego bloga, polub stronę Prawnik w mediacji na facebook'u - będziesz mieć na bieżąco dostęp do ciekawych treści nt. roli prawnika w mediacji.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Co czyni mediatora?



"W chwili obecnej mamy nadprodukcję mediatorów (sam ukończyłem szkolenie mediacyjne), w stosunku do realnego popytu na ich usługi" przeczytałem na jednym z blogów prawniczychTa wypowiedź (i do niej podobne) skłoniły mnie do napisania o tym, co według mnie czyni mediatora. 

Mam wrażenie, że w Polsce, wraz ze wzrostem zainteresowania mediacją w środowisku prawniczym, zaczyna krążyć bardzo fałszywy i nie mniej szkodliwy mit dotyczący tego, co należy (a raczej wystarczy) zrobić, żeby zostać mediatorem. Mit ten jest utrwalany przez wypowiedzi podobne do tej, którą przytoczyłem na wstępie. Czy mediatora rzeczywiście czyni 40-to godzinny kurs, których co raz więcej w ofertach uczelni wyższych, przeróżnych organizacji, a obecnie również samorządów prawniczych? 

Jedno szkolenie z mediacji, przy uwzględnieniu współczynnika zapamiętywania na poziomie 20% po upływie pierwszych 30 dni po odbyciu szkolenia, sprawia, że po takim szkoleniu możemy mówić jedynie o kandydacie na mediatora, a nie o mediatorze. W przypadku mediatorów, podobnie jak w zawodzie adwokata i radcy prawnego, kluczowym elementem decydującym o profesjonalnym wykonywaniu zawodu jest praktyka i ustawiczne doskonalenie, które w przypadku obydwu zawodów zaczyna się już na aplikacji. 
    
Bardzo często, w odniesieniu do mediatorów wskazuje się również na cechy osobowościowe, które decydują o tym, czy dana osoba sprawdzi się w roli mediatora. Wspomina się m.in o empatii, opanowaniu, cierpliwości, kreatywności. Te cechy są szalenie istotne przy pełnieniu roli mediatora i tak samo jak wiedza dotycząca mediacji, emocji, konfliktu i negocjacji muszą być nieustannie doskonalone. Czy zatem osoba, która odbyła 40-to godzinne szkolenie z zakresu mediacji jest mediatorem? Według mnie absolutnie nie.

Dlaczego opisany mit określiłem jako szkodliwy? Dlatego, że takie myślenie prowadzi do ukształtowania się w świadomości autorów tych wypowiedzi i części osób, które je czytają, błędnego wyobrażenia na temat tego, jak niewiele trzeba obecnie, żeby zostać mediatorem. To z kolei w naturalny sposób skutkuje kolejnym mitem, a mianowicie o nieskomplikowanej naturze mediacji (a to nie przyczynia się do budowania autorytetu mediatora), co może prowadzić do dwóch błędnych wniosków - o tym, że prawnik w zasadzie nie musi korzystać z usług zawodowych mediatorów, skoro sam posiada certyfikat, w którym jest napisane, że "odbył szkolenie z zakresu mediacji", jak również o tym, że usługi zawodowych mediatorów z założenia muszą być tanie. Atrakcyjność cenowa mediacji wynika nie z taniości usług mediatorów, a z szybkości (w zestawieniu z postępowaniem sądowym).         

Niech zatem przytoczona na wstępie wypowiedź (i do niej podobne) nie zwiodą tych, którzy myślą o tym, żeby odbyć szkolenie mediacyjne. Po takim szkoleniu, używając angielskiej terminologii, mamy raczej do czynienia z "wannabe mediator" niż z mediatorem. Mediatora nie czyni 40-to godzinny kurs! Jest to bardzo wymagające zajęcie i tak jak bycie radcą prawnym czy adwokatem wymaga praktyki i ustawicznego doskonalenia.

cc photo by image munky via flickr


Spodobał Ci się ten post?
Skomentuj go lub podziel się nim.

O autorze: Łukasz Łaniecki - dyplomowany mediator, negocjator, trener z zakresu zarządzania konfliktem. Autor bloga Pozasądowe Rozwiązywanie Sporów.


Jeśli podoba Ci się zawartość tego bloga, polub stronę Prawnik w mediacji na facebook'u - będziesz mieć na bieżąco dostęp do ciekawych treści nt. roli prawnika w mediacji.

środa, 14 listopada 2012

Mediacja a wyciek informacji wrażliwych dla postępowania sądowego



Powodem, dla którego niektórzy pełnomocnicy nie są skłonni wyrazić zgody na mediację bądź nie chcą sami jej proponować jest obawa przed tym, że w toku mediacji druga strona uzyska cenne informacje dotyczące strategii procesowej strony lub pozna jej słabe punkty. Jak przekonać takiego pełnomocnika do tego, aby jednak dał szansę mediacji?

Przede wszystkim obawa ta musi być w odpowiedni sposób zaadresowana. Jest kilka elementów, które należy uwzględnić rozmawiając z takim pełnomocnikiem: (a) rozumiem, że się obawiasz skorzystać z mediacji i z pewnością nie zamierzam wywierać presji, jeśli nie chcesz, (b) może jednak rozważysz możliwość podjęcia rozmów do momentu, w którym przestaniesz czuć się komfortowo - jeśli poczujesz, że to rozwiązanie Ci nie odpowiada, możesz w każdej chwili zrezygnować, (c) na każdym etapie mediacji, jeśli poczujesz, że są kwestie, które uważasz za kluczowe i wrażliwe, możemy przejść do rozmów na osobności i podczas tych rozmów będziemy mogli przedyskutować obawy związane z ujawnieniem danych faktów drugiej stronie i ustalimy wspólnie sposób dalszego procedowania odnośnie tych faktów, (d) w trakcie mediacji bardzo często dochodzi do wypracowania nowych możliwości (wykreowania nowej wartości), które na obecnym etapie mogą być dla stron niezauważalne - jeśli strony zdołają odbudować zaufanie, może się to okazać rozwiązaniem o wiele korzystniejszym niż walka w sądzie, e) w końcu i tak (po skierowaniu sprawy do sądu) druga strona dowie się, jaka jest wasza strategia procesowa, jakie są jej słabe strony, jakimi dysponujecie dowodami itd - teraz masz możliwość zdecydowania, które z tych faktów ujawnisz drugiej stronie, a które zachowasz dla siebie.

Istotne jest to, aby rozpocząć od zaadresowania obaw zgłaszanych przez pełnomocnika (a-c), ponieważ jeśli tego nie zrobimy, wówczas bardzo trudno będzie nam przekonać go do zalet mediacji. 

Oczywiście można również wspomnieć o poufności całego przebiegu mediacji. Rację będzie mieć jednak ten, kto zakwestionuje wagę tej zasady dla osoby, która obawia się wyjawienia drugiej stronie pewnych faktów. Po ujawnieniu takich faktów, nawet jeśli nie będzie można później skutecznie powołać się na tę okoliczność w sądzie, poufność nie sprawi, że druga stronie nie skorzysta z informacji uzyskanych w toku mediacji przygotowując swoją strategię procesową. Dlatego nie warto zbytnio podkreślać poufności w sytuacji, gdy ktoś zgłasza obawę wyjawienia pewnych informacji o sprawie drugiej stronie, ponieważ gwarancja jaką daje w tym zakresie zasada poufności mediacji może być iluzoryczna.

Kluczowe dla przekonania takiego pełnomocnika może się za to okazać zapewnienie mu komfortu podjęcia rozmów na jego warunkach odnośnie informacji i faktów wrażliwych. W toku mediacji będzie miał okazję wyważyć, czy jego obawy są nadal aktualne, czy może przestały takimi być z uwagi na to co wydarzyło się w trakcie mediacji - odbudowanie zaufania między stronami, a co za tym idzie większa skłonność do wymiany informacji, dzięki którym będzie można wspólnie wypracować rozwiązanie problemu. 

cc photo by cynicalview via flickr


Spodobał Ci się ten post?
Skomentuj go lub podziel się nim.

O autorze: Łukasz Łaniecki - dyplomowany mediator, negocjator, trener z zakresu zarządzania konfliktem. Autor bloga Pozasądowe Rozwiązywanie Sporów.


Jeśli podoba Ci się zawartość tego bloga, polub stronę Prawnik w mediacji na facebook'u - będziesz mieć na bieżąco dostęp do ciekawych treści nt. roli prawnika w mediacji.

środa, 7 listopada 2012

Propozycja mediacji jako wyraz słabości. Czy jest się czego obawiać?



W zeszłym tygodniu pisałem o tym, czy i kiedy propozycja mediacji może być postrzegana jako wyraz słabości strony, która taką propozycję składa. Dzisiaj chciałbym skupić się na innej kwestii, a mianowicie odpowiedzieć na pytanie, jakie są konsekwencje tego, że druga strona odczyta moją propozycję dotyczącą przeprowadzenia mediacji jako moją słabość. Tydzień temu napisałem, że główną przyczyną występowania obaw związanych z proponowaniem mediacji jest niedostateczna wiedza na temat tego, czym jest mediacja. W konkluzji stwierdziłem, że prawnicy, którzy mają większą świadomość tego, czym jest mediacja, jaki jest jej przebieg i do jakich rozwiązań prowadzi, takich obaw nie zgłaszają. 

Co jednak w sytuacji, gdy pełnomocnik, który proponuje mediację ma tę świadomość, natomiast pełnomocnik strony przeciwnej jej nie ma? Sam przecież mogę sprawić jedynie, że moja świadomość mediacji wzrośnie, a już na świadomość pełnomocnika strony przeciwnej mam bardzo ograniczony wpływ. Oznacza to, że pomimo mojej większej świadomości w zakresie mediacji, nadal istnieje bardzo realna szansa (zagrożenie), że pełnomocnik drugiej strony będzie interpretował moją propozycję skierowania sprawy do mediacji jako moją słabość. Okazuje się więc, że do tanga trzeba dwojga, dwojga świadomych pełnomocników, którzy w taki sam sposób widzą mediację i swoją rolę w niej - wtedy nie ma raczej mowy o postrzeganiu propozycji pełnomocnika drugiej strony jako objawu słabości jego czy strony, którą reprezentuje.

Jakie zatem są dla mnie zagrożenia związane z tym, że złożyłem drugiej stronie propozycję skierowania sprawy do mediacji, a ta odczytała to jako wyraz mojej słabości? Odpowiedź jest prosta. Żadne. Odczytanie przez drugą stronę mojego zachowania jako wyrazu słabości strony, którą reprezentuję to jedynie sfera percepcji, postrzegania rzeczywistości przez pełnomocnika drugiej strony bądź samą stronę. Jeśli w mojej ocenie mam bardzo mocne dowody i argumenty (sprawa "broni się sama"), to jaki wpływ ma na to sposób postrzegania mojego zachowania przez pełnomocnika drugiej strony? Czy przez to moje dowody i argumenty tracą na sile? Nie. Co więcej, należałoby sobie zadać pytanie, czy postrzeganie mojej propozycji jako czegoś, co świadczy o mojej słabości to na pewno mój problem, bo według mnie jest dokładnie odwrotnie - jeśli jest to czyjś problem, to z pewnością nie mój, a drugiej strony. Wszyscy wiemy, że niedocenienie siły przeciwnika może drogo kosztować. Wówczas łatwiej stracić czujność - poczucie naszej nieomylności wzrasta, czujemy się zbyt pewnie. 

W ostatecznym rozrachunku decydując się na złożenie drugiej stronie propozycji skierowania sprawy do mediacji nic nie tracimy, bo albo A/ nie przyjmie naszej propozycji i będzie uważać, że jest stroną silniejszą w sporze (co może zwrócić się przeciwko niej), albo B/ przyjmie propozycję skierowania sprawy do mediacji, a jej postrzeganie naszej pozycji jako słabszej może mieć jedynie wpływ na sposób, w jaki będzie ona się zachowywać na początku mediacji - w jej toku postrzeganie to zapewne ulegnie zmianie, jeśli są argumenty, które przemawiają na naszą korzyść.

cc photo by Rebecca L. Daily via flickr


Spodobał Ci się ten post?
Skomentuj go lub podziel się nim.

O autorze: Łukasz Łaniecki - dyplomowany mediator, negocjator, trener z zakresu zarządzania konfliktem. Autor bloga Pozasądowe Rozwiązywanie Sporów.


Jeśli podoba Ci się zawartość tego bloga, polub stronę Prawnik w mediacji na facebook'u - będziesz mieć na bieżąco dostęp do ciekawych treści nt. roli prawnika w mediacji.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...